Powstańcze biografie

 Szukaj w bazie danych 
  A B C Ć D E F G H I J K L Ł M N Ń O P R S Ś T U W Y Z Ż    



Woltmann Józef

Woltmann Józef

Woltmann Józef (1892-1974), s. Juliusza i Marianny z domu Cegielskiej. Ur. 29.02.1892 r. w Tomczycach, w dawnym powiecie wągrowieckim. Tam też uczęszczał do szkoły powszechnej, którą ukończył w 1906 r. Następnie pracował na gospodarstwie rolnym rodziców. W 1912 r. powołano go do odbycia służby wojskowej w armii niemieckiej, w szeregach której zastał go wybuch Wielkiej Wojny. Walczył na froncie wschodnim i zachodnim. Nigdy nie odniósł żadnej rany. Na pierwszej linii przebywał do 11.11.1918 r., a po zaprzestaniu walk dość szybko opuścił szeregi armii i w pełnym rynsztunku 1.12.1918 r. wrócił do domu. Trafił na okres, gdy mieszkańcy ziemi wielkopolskiej, niesieni na fali wieści niepodległościowych docierających z Warszawy, powoli szykowali się do nadejścia chwili wyzwolenia z jarzma niemieckiej okupacji. Woltmann po latach wspominał swoje uczestnictwo w sławnym gołanieckim wiecu 29.12.1918 r., który rozpoczął się o godz.15.00 pod przewodnictwem ppor. Włodzimierza Kowalskiego. W spotkaniu tym uczestniczyli głównie mężczyźni, byli żołnierze armii cesarskiej, ale i kobiet nie zabrakło. Na wiecu zebrani dowiedzieli się, że niebawem nadejdzie moment rozpoczęcia walki z Niemcami, których trzeba będzie wypędzić z polskiej ziemi, gdyż sami dobrowolnie nie ustąpią. W tym czasie w Poznaniu i okolicach już trwały walki i lada chwila miały one dotrzeć również nad Noteć.
Po wiecu utworzono gołaniecką kompanię powstańczą pod komendą ppor. Włodzimierza Kowalskiego, nauczyciela z Czerlina. Kowalskiego charakteryzowano jako człowieka rzutkiego, odważnego, który z łatwością skupił wokół siebie sporą grupę żołnierzy i ochotników. Po dokonaniu rejestracji i udzieleniu instruktażu, że w razie potrzeby wszyscy zostaną powiadomieni przez specjalnych gońców o mobilizacji, powstańcy rozeszli się do domów. 30.12.1918 r. Kowalski dał rozkaz przejęcia władzy przez powstańców w samej Gołańczy. I chociaż Józef Woltmann nie uczestniczył jeszcze w tych wydarzeniach, to brał w nich udział jego brat Leon, który później poległ na wschodzie w 1920 r. Powstańcy po kolei zajmowali pocztę, posterunek policji, komisariat, dworzec i magistrat. Zajęcie odbyło się bez poważniejszego oporu ze strony Niemców, gdyż jedyny większy oddział zbrojny Haimatschutzu opuścił Gołańcz dzień wcześniej. Również w zdobyciu Kcyni Józef nie brał udziału, ale uczestniczył w tym wydarzeniu wspomniany jego brat. Za to Józef z gołaniecką kompanią od 4.01.1919 r. znajdował się w Nakle i uczestniczył do czasu opuszczenia miasta przez powstańców 11 stycznia w najważniejszych starciach zbrojnych w okolicy. Grupa gołanieckich powstańców pod dowództwem sierż. Pituły z Gołańczy, w której znalazł się też Woltmann, włączona została do kompanii jarocińskiej i wzięła udział w nocnej bitwie o Mroczę 5/6 stycznia oraz w bitwie o Ślesin 7/8 stycznia. Dzięki tym zwycięstwom zdobyto spore ilości broni i amunicji, którymi m.in. dozbrojono kompanię jarocińską. Jedną ze zdobycznych armat obsadził ze swoimi ludźmi Alojzy Erdman z Gołańczy.
Po wycofaniu się powstańców z Nakła oddział gołaniecki, w którym służył Woltmann, powrócił do Gołańczy i na krótki czas rozlokował się przy komendzie kompanii w budynku „Strzelnicy”. Następnie kompania brała udział w bitwie o Szamocin oraz w wypadzie na most na Noteci pod Białośliwiem celem zniszczenia tego ważnego strategicznie punktu przeprawowego. Most był dla powstańców bardzo niebezpieczny, gdyż przez niego przeprawiały się oddziały niemieckie organizujące wypady na pozycje powstańcze. Akcją dowodził ppor. Bartsch. Dobrał sobie grupę 8 powstańców, w której znalazł się także Woltmann, i wszyscy furmanką wyruszyli, by  wykonać zadanie. O północy znaleźli się na moście. Mając niemieckie mundury, udawali niemieckich żołdaków chcących przejść przez most i maszerować dalej na Piłę. Fortel był niebezpieczny, gdyż stali na moście, tłumacząc obsadzającym go Niemcom swoją sytuację, a w tym czasie celowano w nich karabinem maszynowym, który jedną serią mógł ich wszystkich zabić. Na szczęście dla powstańców straż niemiecka uwierzyła i po dopuszczeniu Polaków do siebie szybką akcją rozbroili wroga. Wszystko odbyła się po cichu i w wielkim zaskoczeniu. Ciemna noc im sprzyjała. Za mostem znajdował się kolejny niemiecki posterunek, który również z zaskoczenia został rozbrojony. Pozostał jeszcze jeden budynek, restauracja, w którym stacjonowała niewielka grupa Niemców. Niczego niespodziewających się i grających w karty równie łatwo udało się rozbroić. Powstańcy usiłowali przy pomocy słomy zapalić drewniany most, ale mokre drewno nie chciało się zająć. Ktoś znalazł beczkę z ropą, którą wtoczono na środek mostu i kulami karabinowymi przedziurawiono. Ropa rozlała się po deskach i po krótkiej chwili buchnął słup ognia. Most, rozświetlony w nocy wielką łuną, spłonął. Cała akcja trwała około godziny. Powstańcy zabrali ze sobą zdobytą broń i powrócili na kwatery.
Woltmann wspominał, iż kiedy trzeba było wyjechać na jakąkolwiek akcję, na kwatery powstańców przybywał goniec z Gołańczy i ogłaszał, aby na oznaczoną godzinę stawić się do miasta na rynku lub w innym wskazanym miejscu. Tam jeden z miejscowych członków Rady Ludowej, najczęściej Wyszomirski, dzielił  powstańców do wyjazdu na akcję. Rekwirowano wówczas podwody, podobnie jak to czyniono na wypadek pożaru. W uczestnictwie w akcjach obowiązywała zasada dobrowolności, nie stosowano jakiegokolwiek przymusu. Było to niepotrzebne, gdyż każdy członek oddziału powstańczego chciał walczyć i raczej rodził się problem z nadmiarem chętnych.
W połowie stycznia 1919 r. kompania gołaniecka otrzymała własny sztandar, ufundowany przez społeczeństwo Gołańczy i okolic. Ofiarność społeczeństwa, zbiórki pieniężne, kosztowności czy papierów wartościowych na cele powstańcze była ogromna w społeczeństwie Wielkopolski, także w samej Gołańczy i okolicach. Kto tego nie posiadał, oddawał konie, wozy, żywność, prześcieradła na opatrunki lub proponował osobistą posługę. Z okazji poświęcenia sztandaru odbyła się wielka i podniosła uroczystość. Kompania w komplecie stawiła się na miejskim rynku. Byli też chrzestni sztandaru, odbyła się defilada, podczas której grała orkiestra dęta braci Drzewieckich spod Wągrowca. Z oficerów swoją obecnością uroczystość zaszczycili: ppor. Kowalski i ppor. Bartsch. Sztandar złożono na miejscowej plebanii, gdzie postawiono u jego boku straż.
Kolejna bitwa, w której wziął udział Woltmann, miała miejsce pod Witkowicami. Jego oddział stacjonował wówczas w Próchnowie. Niemcy często powstańców ostrzeliwali. Podjęto decyzję zorganizowania wypadu, w celu przepędzenia wroga. Akcja w pełni udała się, gdyż przeciwnik został zaskoczony i uciekł, tracąc w walce 2 zabitych. W Próchnowie Józef Woltmann pozostał do końca powstania. W tym czasie kompania gołaniecka rozlokowana była również m.in. w Lipinach, Czesławicach oraz Dębińcu. W kwietniu 1919 r. Józefa zwolniono do domu, natomiast jego brat Leon pozostał jeszcze w szeregach powstańczych. Kompania  gołaniecka wkrótce została wcielona do 4. Płk. Strzel. Wlkp. Po 2  tygodniach Józef otrzymał kartę powołania i musiał stawić się w Poznaniu. Jako kawalerzystę z armii niemieckiej wcielono go do 1. Płk. Uł. Wlkp. W sierpniu 1919 r. pułk znalazł się na froncie litewsko-białoruskim i włączony do 3. Dyw. Piech, 28 sierpnia wkroczył do Bobrujska. W lutym 1920 r. pułk otrzymał nową nazwę – 15. Płk. Uł. Poznańskich. W maju 1920 r. pułk walczył w składzie grupy ppłk. Władysława Andersa, a następnie osłaniał odwrót 14. DP, docierając aż pod Dęblin. 16 sierpnia pułk działał w Grupie Uderzeniowej znad Wieprza, kierując swoje natarcie po linii Kobylnice  Kochów  Maciejowice i dalej w kierunku Prus Wschodnich. W pierwszej połowie września wziął udział w bitwie nad Niemnem, a następnie w ciężkich zmaganiach o Międzyrzecze  24 września, Nieśwież – 9 października i Krupice – 15 października. Krótko później zawarto zawieszenie broni.
Jeszcze w 1920 r. Woltmann powrócił do domu. W okresie międzywojennym gospodarzył na rodzinnym majątku rolnym. W 1935 r. założył rodzinę. Był czynnym członkiem Kółka Rolniczego w Gołańczy i koła Towarzystwa Powstańców Wielkopolskich. W listopadzie 1940 r. został przez okupanta wywłaszczony ze swojego gospodarstwa i wywieziony do Morakówka, gdzie pracował w firmie budowlanej. Hitlerowcy proponowali mu przyjęcie listy narodowościowej, co tym łatwiej byłoby mu uczynić, że miał niemieckie nazwisko. Stanowczo odmówił. Po wojnie wrócił na swoje gospodarstwo. Z powodu bezmyślnej eksploatacji i w wyniku działań wojennych było ono poważnie zdewastowane. Jeszcze przez jakiś czas pracował na roli, a następnie przekazał gospodarstwo synowi, wykształconemu rolnikowi. Pomagał mu w gospodarzeniu oraz z wielką pasją oddawał się pielęgnowaniu zasadzonego przez siebie kilkuhektarowego lasu. Po wojnie nie udzielał się już społecznie. Zmarł 11.01.1974 r. w Tomczycach.


autor publikacji : Sławomir Łaniecki


bibliografia : Na podstawie Kroniki ZBoWiD-u w Gołańczy. Z archiwum rodzinnego Karola Kabacińskiego.


powrót do poprzedniej strony | do góry


Data wydruku : 2024-04-15
Źródło : Powstanie Wielkopolskie 1918-1919 na Pałukach i Krajnie - ludzie, miejsca, wydarzenia - https://powstanie.szubin.net

Powstanie Wielkopolskie 1918-1919 na Pałukach i Krajnie - ludzie, miejsca, wydarzenia - Muzeum Ziemi Szubińskiej im. Zenona Erdmanna

Dane adresowe

Muzeum Ziemi Szubińskiej
im. Zenona Erdmanna
ul. Szkolna 2
89-200 Szubin

E-mail

powstanie@szubin.net
muzeum@szubin.net

Telefony

52 384 24 75

Godziny otwarcia

w dni powszednie w godzinach od 8.00 do 16.00

Odwiedziny serwisu

dzisiaj6
wczoraj28
razem160042

Muzeum Ziemi Szubińskiej

Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich: Europa inwestująca w obszary wiejskie”.
„Utworzenie strony internetowej i wydanie przewodnika promującego miejsca pamięci narodowej związanej z Powstaniem Wielkopolskim 1918-1919”
współfinansowana jest ze środków Unii Europejskiej w ramach osi 4 – Leader Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007–2013.
Instytucja Zarządzająca PROW 2007–2013 – Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi